Podziwiam mamy, które lubią robić zakupy z dzieckiem. Oczywiście nie biorę pod uwagę wspólnych zakupów razem z tatą, bo takie robimy często i mamy swoje sposoby, aby minęły szybko i przyjemnie. Tak już u nas się przyjęło, chyba od kiedy dzieciaki się pojawiły, że duże, tygodniowe sprawunki robi tata i chwała mu za to. Niestety mimo skrupulatnej listy i planów obiadowych na każdy dzień, zawsze czegoś braknie i wtedy wyruszamy my, czyli mama, Julia i Maksymilian.
Tak było i wczoraj, zaczęło się standardowo od siku zaraz po przyjeździe na parking. Potem tysiąc pytań Julki - gdzie idziemy, po co, na co i dlaczego tak dużo ;) Maks, o dziwo nie zasnął w samochodzie, więc byłam przekonana, że szybko uśnie w wózku. Niestety było oczywiście odwrotnie, mały płakał, marudził i zasnąć nie mógł. Julia, natomiast nie odpuszczała i musiała prowadzić wózek taranując nadchodzących ludzi. Po godzinie jeżdżenia wymęczony Maks zasypia, a moją córcię zaczynają już boleć nóżki i bardzo intensywnie nalega na odpoczynek, kawę (czytaj gorącą czekoladę) i lody. Pomijając,że z zaplanowanych wcześniej rzeczy załatwiłam może połowę, muszę ustąpić, kupić czekoladę, lody i usiąść po "ciężkim i długim" spacerze. Potem niestety musieliśmy wracać do domu, bo to i pora karmienia i obowiązki domowe same się nie zrobią. Tak właśnie wczoraj wyglądał shopping w naszym wydaniu ;) chociaż nie zawsze jest tak pod górę, zdarzają też się bezstresowe, fajne zakupy. Niestety bywa też i trudniej, kiedy w momencie musisz znaleźć miejsce, aby przewinąć dziecko, a na horyzoncie nie widać nawet pół przewijaka :( ale to już temat na osobny wpis.

















Julia ubrana :
Bluza - Gap
Bluzka - Kids on the Moon
Spodnie - Kids on the Moon
Trampki - Converse
Komin - Kloo by Booso